
Deptak Bogusława, autor zdjęcia: Piotr Pietrzak
Można się zastanawiać jak za kilka lat będzie wyglądało miejsce, które z założenia miało być bardzo reprezentatywną strefą pieszą w naszym mieście. Przykro jest jednak patrzeć na to co się dzieje teraz. Miejsce z tak dużym potencjałem. Miejsce, które niszczeje z roku na rok. Miejsce, które w przeszłości było w stanie przyciągać zagranicznych przedsiębiorców – rozmawiałem o tym z Warrenem Whitmore, który na Deptaku Bogusława prowadzi swoją szkołę językową.
Znacie teorię wybitej szyby? Głosi ona, że przestępstwo jest po prostu skutkiem nieporządku. Ktoś wybije szybę i przez dłuższy czas nikt jej nie naprawia. Co prawdopodobnie stanie się dalej? Ktoś wybije kolejną – dla funu, rozrywki, wygrania zakładu z kolegą z akademika („ja nie wybiję szyby? jaaaaa?”). Skoro nikt nie naprawia usterek, to prawdopodobnie nikomu nie zależy, nikt nie jest odpowiedzialny – tak myśli pewne grono osób. Zapewne po krótkim czasie do dwóch wybitych szyb dołączają wyrwane drzwi, obgryzione poręcze itd.
Możemy to dokładnie obserwować na naszym „reprezentacyjnym” Deptaku. Bohomazy na ścianach, zdewastowane elewacje, brak postępującego remontu ze strony SCR, akceptacja takiego stanu przez odpowiednie służby – na pewno nie daje to dobrego przykładu innym. Wręcz „zachęca” do kolejnych aktów wandalizmu.
Deptak jest zdecydowanie miejscem skrajności. Totalnie różne lokale, totalnie różna klientela, totalnie różne obyczaje. Jedni przychodzą smacznie zjeść, wypić kawę, inni posiedzieć przy piwku ze znajomymi, a jeszcze inni po prostu się najeb*** (inne określenia nie będą tu tak dosadnie pasować). I czy jest coś w tym złego? Absolutnie nie.
Nie chcemy Sety i Galarety
W ostatnich dniach podniosło się larum prasowe dotyczące jednego z lokali postrzeganego jako miejsce wspominanej wyżej już najebki – Sety i Galerety. Alkohol nie należy tam do najdroższych – wódkę i piwo kupimy już za 4 zł, a pewnie i często zdarzają się jeszcze lepsze promocje.
Na łamach szczecin.gazeta.pl w jednym z artykułów wypowiedziała się mieszkanka z kamienicy naprzeciwko Sety i Galarety.
Stamtąd wychodzą przez całą dobę hordy pijanych ludzi, którzy rzucają butelkami i pokalami, sikają po bramach. W nocy nie dają spać, boimy się, że stracimy okna w mieszkaniu. A rano wszędzie jest bałagan. Na ławce nie można usiąść, żeby nie natrafić na wymiociny albo pobite szkło.
Oh wait. Mieszkanka w kamienicy naprzeciwko Sety? Od dawna już powtarzam, że nie można mieć ciastka i zjeść ciastko. Deptak może być:
- albo strefą (bardzo) rozrywkową na dolnych kondygnacjach z biurami na górze, pracującymi przeważnie do 18-20…
- albo strefą wyłącznie mieszkalną.
Albo rybka, albo pipka. Tego nie da się połączyć – zawsze będzie ktoś poszkodowany. Albo lokale będą musiały zamykać wcześniej i przestrzegać ciszy nocnej, albo mieszkańcy nie będą mogli spać w ciszy i będzie dochodziło do sytuacji, takiej jak teraz. Do buntu, do wzajemnego opluwania się i kuriozalnych sytuacji. Do dziś pamiętam jedną z audycji Polskiego Radia Szczecin.
Jeden ze słuchaczy chwalił się na antenie, jak przeciwdziała zakłócaniu ciszy nocnej przez pub. Jednego dnia wrzucił im „śmierdziucha”, w inny poranek napuścił kleju do zamków (do tej pory pamiętam z jaką dumą to mówił na antenie). Chodziło akurat o lokal Odra Zoo, ale kto wie, może na Deptaku dojdzie do podobnych sytuacji.

Źródło zdjęcia: www.garnek.pl
Nie tylko mieszkańcy
Przeciwko Secie i Galarecie buntują się też inni właściciele gastronomii w okolicy, którzy twierdzą że odwiedzający Setę odstraszają klientów innych lokali. W jaki sposób? Siedzą na ławkach, wystają w bramach, zakłócają porządek na Deptaku?
A co do tego ma Seta i Galareta? Pewnie nic, bo od tego są inne służby, które są odpowiedzialne za przestrzeganie prawa w przestrzeni publicznej. Seta ma jedynie pilnować, czy nikt nie pije w najbliższym obrębie lokalu, czy nikt nie wynosi szkła. A to że sprzedaje alkohol „po kosztach”, to już ich sprawa. Nic nam do tego.
Zlikwidować ławkę, zlikwidować Setę i Galeretę!
Cała sytuacja mnie trochę śmieszy i pokazuje, jak ludzie skupiają się na efektach sytuacji, a nie jej przyczynach. (Chociaż czego można się spodziewać po SCR? W zeszłym roku po doniesieniach o piciu alkoholu na ławce na Deptaku Bogusława, SCR zareagowało. I to jak! Usunęło ławkę).
W ramach podsycenia tej kuriozalnej atmosfery, proponuję akcję protestacyjną wobec dowolnie wybranej siłowni, która gromadzi dużą ilość kulturystów. Niech zaprotestuje jakiś fast-food, że „koksy z siłowni” odstraszają im klientów dyskutując donośnie o zdrowym trybie życia przed lokalem. Przechodnie na wskutek tego nie chcą już jeść ich junk-foodu. Nie popadajmy w paranoję, szukajmy przyczyn, nie skupiajmy się na efektach i obecnej sytuacji.






