20 czerwca odbyła się premiera filmu „Wilsona 7”, którego reżyserem jest młody szczecinianin Jakub Boruń, student kulturoznawstwa (w tym artykule możecie przeczytać wywiad z twórcą Film Wilsona 7 czyli historia rzeźnika z Niebuszewa).
Wilsona 7 to amatorski film fabularny zainspirowany prawdziwą historią Rzeźnika z Niebuszewa, która miała miejsce w 1952 roku.
(Nie jestem krytykiem filmowym, nigdy nawet nie pisałem tak długiej recenzji z filmu. Jeśli są tu oczywiste błędy, z góry przepraszam, nie jestem fachowcem w tym temacie.)
Szczecin. Życiem mieszkańców pewnej kamienicy wstrząsa seria tajemniczych zdarzeń. Niepokojące głosy słyszane nocą i wieść o zaginięciu małego dziecka to dopiero początek przerażającej historii, która odciśnie krwawe piętno na losach bohaterów. W okolicy zaczyna się robić bardzo niebezpiecznie, a milicja jest bezradna wobec narastającej liczby zniknięć. Czy ojciec odnajdzie swoje zaginione dziecko? Jak potoczą się losy uczniów pobliskiej szkoły? Czy zdesperowana nauczycielka przytuli jeszcze ukochaną córkę? Koszmar może spotkać każdego…
W dniu premiery Multikino przygotowało 3 seanse na godzinę 18:00 oraz jeden ze względu na olbrzymie zainteresowanie o godzinie 20:45. Z tego co się orientuję, jeszcze jeden seans ma być w poniedziałek 25 czerwca o godzinie 18:00 (bilety można rezerwować przez stronę Multikina) oraz po wakacjach w kinie Inkubatora Kultury.
Dawno w kinie nie widziałem takich tłumów. Na sali, w której byłem praktycznie wszystkie miejsca były zajęte (pomijając te najbliżej ekranu, na których nikt przy zdrowych zmysłach nie siada). Przybyli ludzie w różnym wieku, młodzi, starsi, a nawet tacy, którzy mogliby pamiętać wydarzenia z lat 50. Jednego nie mogę zrozumieć – jak ludzie mogą zabierać na film o rzeźniku z Niebuszewa małe dzieci.
Film miał się rozpocząć o godzinie 18:00, w praktyce wyglądało to tak, że od 18:10 do 18:30 Multikino uraczyło nas serią reklam, zapowiedzi filmowych w jakości HD i z dźwiękiem Dolby Surround. Według mnie całkowicie się tu nie popisali, szczególnie wiedząc że film „Wilsona 7” kręcony był słabszymi kamerami, a z głośników po prostu dochodził buczący dźwięk (nawet jak było cicho). Dla oczów widzów był to pewnego rodzaju „szok”: najpierw HD, a później „analogowy” obraz. Słychać było z sali: „ale słaba jakość”, „to tak będzie pierdzieć z głośnika?”. A można było tego uniknąć (ale wiadomo, zysk z reklam najważniejszy).
Przejdźmy jednak do samego filmu. Trzeba przyznać, że film wywołuje duże emocje. Jest klimatyczny, mroczny, dołujący widza. W szczególności gdy zdajemy sobie sprawę, że przedstawione wydarzenia działy się naprawdę, w naszym mieście, ba! Nawet w miejscu ,w którym dość często przechodzimy.
W filmie znajdziemy dużo brutalnych scen. Mimo że widziałem naprawdę sporo horrorów, slasherów, filmów gore, gdzie „trup ściele się gęsto”, brutalne i krwawe sceny w „Wilsona 7” zrobiły na mnie duże wrażenie, czasami było to wręcz obrzydzenie. Wszystko to chyba z powodu opisanego powyżej.
Ciekawi mnie jakie wrażenie film wywołałby na osobach, które nie znają historii rzeźnika z Niebuszewa, ale mam wrażenie, że obraz głównie trafi w gusta osób tu mieszkających.
Co mi się podobało w filmie?
- Klimat filmu, jego mroczność
- Dużo Szczecina – świetne ujęcia miejsc w Szczecinie, szczególnie we mgle i po zmroku
- Ciekawa kreacja pracowników portu
- Muzyka (jak na sam koniec filmu usłyszałem główny motyw muzyczny, znowu miałem ciarki na plecach)
- I jeszcze jedna rzecz, ale nie chcę tu spoilerować osobom, które jeszcze nie widziały „Wilsona 7”
Ale żeby nie było w samych superlatywach…
Co mi się nie podobało?
- Mogę się mylić, ale w czy w latach 50. w polskich domach popularne były czajniki bezprzewodowe, a piosenki na scenie śpiewano z użyciem mikrofonu bezprzewodowego? Czy w latach 50. Średnio zamożni mieszkańcy Niebuszewa mieli możliwość farbowania włosów – chodzi mi tu o opiekunkę Tosi (jeśli mnie pamięć nie myli)
- Lekkie dłużyzny – ale może to był celowy zabieg autora filmu, tak aby ukazać pewnego rodzaju bezradność bliskich zaginionych osób, niemiłosiernie wleczący się czas.
- Reklamy i zapowiedzi HD przed filmem – ale to już wytyk w stronę Multikina.
Polecam!








